Ukochani w Chrystusie Panu!

            Zgromadziliśmy się w dniu dzisiejszym, by jak co roku obchodzić uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, patrona tej świątyni, jednej z najpiękniejszych w naszej archidiecezji. Jan Chrzciciel jest tak wielkim świętym, że obchodzimy nie tylko pamiątkę jego śmierci, jak to ma miejsce w przypadku wszystkich innych świętych męczenników, lecz wspominamy również jego narodzenie. Poza nim czcimy tylko Narodzenie Pana Jezusa (uroczystość Bożego Narodzenia) oraz Narodzenie Jego Matki, Bożej Rodzicielki. Nic w tym dziwnego – to przecież o proroku Janie Chrzcicielu powiedział Jezus, że nie narodził się z niewiasty człowiek większy od niego. Radujmy się więc dzisiaj, że nasza parafia od wieków ma tak wielkiego patrona i prośmy go o wstawiennictwo za nami u Jezusa Chrystusa.

            To kazanie (przypominające może bardziej wykład) poświęcone jednak będzie wyjątkowo nie dzisiejszemu patronowi, lecz poruszony w nim będzie inny temat. W obecnym, 2020 r., mija bowiem 250 lat od konsekracji tego kościoła, której dokonał w dniu 5 sierpnia 1770 r. biskup sufragan łucki, Ludwik de Riaucour. Postaramy się zatem przybliżyć ów czas, kiedy powstawała ta wspaniała świątynia – jej fundatora oraz jej twórców. Wystarczy obecnie rozejrzeć się po wnętrzu kościoła, by nie mieć wątpliwości, że powstał on z inicjatywy wybitnego mecenasa i że pracowali przy nim znakomici artyści. Kościół choroski fundował bowiem pierwszy świecki senator Rzeczypospolitej – hetman wielki koronny i kasztelan krakowski, Jan Klemens Branicki, a wznieśli go i przyozdobili członkowie jego artystycznego dworu, wspomagani przez twórców z Warszawy i Lwowa.

            Kościół w Choroszczy istniał już jednak znacznie wcześniej. Pierwsza wzmianka o parafii rzymsko-katolickiej w tej miejscowości pochodzi z XV w. (z 1459 r.), należy więc ona do najstarszych w naszej archidiecezji (obok parafii w Goniądzu i Surażu). Pierwsza świątynia choroska, podobnie jak zdecydowana większość ówczesnej zabudowy Podlasia, była drewniana. Taki był również późniejszy kościół dominikański (jak również klasztor), powstały ok. 1654 r. i następne dwa kościoły, wybudowane po pożarach w 1683 r. 1709 r. Kościoły drewniane często się niegdyś paliły, ulegając przy tym całkowitemu zniszczeniu, tak że nową świątynię trzeba było wznosić na nowych fundamentach i niejednokrotnie na nowym miejscu. Tak było również i w Choroszczy. Owe drewniane kościoły budowali przedstawiciele rodów, które kolejno władały dobrami choroskimi, a więc Chodkiewiczów, Paców i Branickich. Wreszcie, w setną rocznicę erygowania konwentu dominikańskiego, w 1754 r., hetman Jan Klemens Branicki, najsłynniejszy i zarazem ostatni z Branickich-Gryfitów, rozpoczął wznoszenie murowanej świątyni. Fundamenty pod kościół założono jednak, jak to Branicki miał we zwyczaju, już jesienią poprzedniego roku. Budowa świątyni, wraz z pełnym wyposażeniem, trwała 6 lat (lata 1754-1759). Gdy zbudowany również został murowany klasztor dominikanów (w latach 1763-1770), można była przystąpić do jej konsekracji, która odbyła się, jak pamiętamy, w 1770 r. Sędziwy hetman, fundator kościoła i klasztoru, jeszcze tego dożył – zmarł bowiem dopiero 9 października następnego, 1771 r.

            Jak doszło do tego, że Jan K. Branicki zdecydował się w tym właśnie czasie na wybudowanie nowego kościoła? Branicki objął rządy nad rodowymi dobrami w 1720 r., po śmierci matki, Katarzyny Scholastyki z Sapiehów. Zanim mógł przystąpić do prowadzenia większych prac w swych majętnościach, musiał najpierw spłacić odziedziczony po rodzicach wielki dług oraz zaopatrzyć swe cztery siostry w znaczny posag. Prace owe rozpoczął od urządzenia rezydencji w Białymstoku i od budowy nowej siedziby w Choroszczy. Zostały one jednak wkrótce przerwane, a ich efekty w większości zniszczone, w czasie wojny domowej z lat 1733-1734. Zatem dopiero po ukończeniu pierwszego etapu prac w Białymstoku, Branicki mógł przystąpić do budowy (czy przebudowy) świątyń, położonych w jego majętnościach. Zaczął od kościoła w Tykocinie, głównym mieście „hrabstwa tykocińskiego”. W latach 1743-1750 została tam wzniesiona imponująca świątynia, w której zaprezentowany został bogaty program ideowy, nie pozbawiony aluzji do przedstawicieli rodu Branickich-Gryfitów. Wkrótce potem, w latach 1751-1752, hetman urządził od nowa wnętrze kościoła w Białymstoku. Wiązało się to z oczekiwaną tam jesienią 1752 r. wizytą króla Augusta III. Zaraz następnego roku rozpoczęły się wstępne prace przy świątyni w Choroszczy. Nowy kościół usytuowany został przy rynku miasta, zamykając w ten sposób widokową oś biegnącą z pałacu. Nie tylko więc zastąpił łatwo palący się kościół drewniany, lecz równocześnie znakomicie dopełnił choroski zespół pałacowo-klasztorny. Musimy bowiem wiedzieć, że Choroszcz odwiedzali w owym czasie liczni goście hetmana, w tym wielu cudzoziemców, którzy rozsławiali szeroko piękno rezydencji Branickiego, chwaląc, co ciekawe, Choroszcz bardziej niż Białystok. Więc i kościół w Choroszczy musiał być wspaniały! Dodajmy, że natychmiast po ukończeniu tej świątyni, jeszcze w tym samym, 1759 r., hetman rozpoczął gruntowną przebudowę kościoła w Tyczynie k. Rzeszowa, głównego ośrodka tamtejszych dóbr Branickich, tzw. „dóbr ruskich”. Prace te trwały do 1763 r.

            Tak się szczęśliwie złożyło, że o budowie świątyni w Choroszczy zachowało się w źródłach bardzo wiele wzmianek. Znamy zatem przebieg prowadzonych przy niej prac, jak również wykonujących je twórców. Wiemy więc, że projekt kościoła oraz elementów jego wyposażenia (wzorowanych częściowo na obiektach z Białegostoku) sporządził nadworny architekt Branickiego, pułkownik Jan Henryk Klemm. Malowidła pokrywające sklepienia i ściany świątyni wykonał inny artysta hetmański, Antoni Herliczka, wcześniej czeladnik sławnego czesko-śląskiego freskanta, Jerzego Wilhelma Neunhertza. Z kolei 6 wielkich obrazów do ołtarzy bocznych zamówiono u malarza warszawskiego, Antoniego Zygmunta Albertrandiego, ucznia Szymona Czechowicza i absolwenta Akademii św. Łukasza w Rzymie. Bardziej złożone jest autorstwo wystroju snycerskiego kościoła: drewniane struktury wykonali dworscy stolarze, kierowani przez wysoko kwalifikowanego stolarza Schultza, natomiast dekoracje rzeźbiarskie są dziełem snycerzy, w większości też z Białegostoku, z Wojciechem Jabłońskim na czele. Ozdobili oni następujące obiekty: ołtarz wielki z cyborium i antependium, ambonę i chrzcielnicę wraz z baldachimami, prospekt organowy, ramy 6. obrazów do ołtarzy bocznych oraz 4 konfesjonały. Jedynie do wykonania dwóch wielkich figur przeznaczonych do ołtarza głównego, mianowicie Matki Boskiej Bolesnej i św. Jana Apostoła, zaproszono rzeźbiarza ze Lwowa, zapewne Piotra Polejowskiego, ucznia sławnego Jana Jerzego Pinsla i najlepszego kontynuatora jego stylu. Z kolei organy wykonał warszawski organmistrz Józef Antoni Wierzbowski. Dwie kropielnice z czarnego „dębnika” sprowadzono z Krakowa, a kamienne stopnie do ołtarzy i odrzwia głównego wejścia przywieziono z warszawskiego warsztatu Michała Dollingera.

            Świątynia choroska, tak jak wszystkie poprzedzające ją kościoły, była pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Miało to swoje znaczenie dla Jana K. Branickiego, jako że tylko ten kościół nosił tytuł jego patrona. A jednak Branicki nie wprowadził do tej świątyni wątków powiązanych z rodem. Takie treści odnaleźć możemy w programach ikonograficznych kościołów w Tykocinie i w Tyczynie, będących głównymi świątyniami dziedzicznych dóbr na Podlasiu i koło Rzeszowa. W Krakowie, w jezuickim kościele św. św. Piotra i Pawła wznosiło się mauzoleum Branickich-Gryfitów (w krypcie tego kościoła znajdowały się bowiem ich trumny), nadto w kościele w Białymstoku były pomniki, w których składano ich serca.

W świątyni w Choroszczy ukazane zostały treści ideowe, istniejące już w poprzednich kościołach, które wzbogacono o ikonografię związaną z zakonem Dominikanów. W ołtarzu głównym zatem umieszczono otoczony już kultem obraz, ukazujący Chrystusa w kajdanach, niosącego krzyż, ozdobiony w 1728 r. srebrną sukienką, sporządzoną z wotywnych tabliczek. Dodano do niego dwie niezwykle ekspresyjne wielkie rzeźby, ukazujące Matkę Bożą Bolesną (uznawaną niekiedy za św. Marię Magdalenę) oraz św. Jana Ewangelistę. Z ołtarzem głównym powiązano ideowo malowidło na sklepieniu nawy. Przedstawione na nim zostały dwie pozostałe Osoby Trójcy Przenajświętszej: Bóg Ojciec i Duch Święty. Bóg Ojciec wskazuje na widniejący wśród obłoków krzyż, na którym Syn Boży odniósł zwycięstwo nad śmiercią i szatanem. Ich symbole zobaczyć można na widocznej u dołu malowidła Ziemi.

            W ołtarzu głównym znajdowały się także obrazy należące do wątku dominikańskiego. Cudowny obraz Chrystusa zasłaniany był bowiem wizerunkiem świętego z tego zakonu i równocześnie patrona Polski, św. Jacka. Na tylnej zaś ścianie tego ołtarza, od strony małego zakonnego chóru, zawieszono pochodzący z 2 ćw. XVII w. obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, czczonej jako Matka Boska Różańcowa. Do treści tych nawiązywało malowidło na sklepieniu prezbiterium, na którym ukazana została unosząca się na obłokach Madonna, przed którą klęczał św. Dominik.

            Te same nurty ideowe kontynuowane były w nawie kościoła. Wejście do prezbiterium flankowały ambona i chrzcielnica, opatrzone baldachimami, na których widniały dwie glorie: ze słońcem i z sierpem księżyca. Po obu stronach nawy, w niszach, znajdowały się ołtarze boczne, których nastawy tworzyły wielkie obrazy. Poczynając od ołtarza głównego, po stronie prawej, były to obrazy św. Dominika, św. Jana Chrzciciela i św. Antoniego, adorującego Dzieciątko Jesus, po stronie zaś lewej – Matki Boskiej Różańcowej, św. Michała Archanioła i dominikanki św. Róży z Limy, też z Dzieciątkiem Jezus. Nie znalazł się wśród nich, jak widać, św. Szczepan (Stefan), drugi patron kościoła w Choroszczy (zarazem też patrona ojca fundatora, Stefana Mikołaja Branickiego). Zamiast niego, naprzeciwko św. Jana Chrzciciela, największego ze świętych, umieszczono wizerunek wodza wojsk niebieskich, św. Michała Archanioła. Wystroju świątyni dopełnił prospekt organowy, zwieńczony rzeźbami Dawida i aniołów po bokach. W kościele były jeszcze 4 konfesjonały i ławki, w kruchcie zaś 2 kamienne kropielnice. Relikwii św. Kandyda w tym czasie zapewne jeszcze nie było. Były natomiast relikwie innych świętych (Wita, Aleksandry, Walerii i Wiktorii), umieszczone, wraz z obrazem św. Wincentego Ferreriusza (dominikanina), pod baldachimem wieńczącym chrzcielnicę.

            Tak przedstawiała się ikonografia tutejszego kościoła w 1770 r., podczas konsekracji. Lecz jaka była forma omówionych powyżej elementów wyposażenia kościoła? Można na to łatwo odpowiedzieć – proszę się wokół rozejrzeć. Jak to – zapytacie – przecież pierwotny wystrój kościoła nie dotrwał do naszych czasów. Wielokrotnie ulegał on zniszczeniu: w czasie I wojny światowej w 1915 r., w wielkim pożarze w 1938 r. oraz dwukrotnie podczas II wojny światowej: w 1941 r. i, znacznie bardziej, w 1944 r. Po każdorazowym zniszczeniu przystępowano jednak natychmiast do odbudowy kościoła, później też do kolejnych remontów. Tak działo się za ks. prob. Adama Ostrowskiego, ks. prob. Franciszka Pieściuka i za ks. prob. Stefana Stajeka.

            To, że świątynia w Choroszczy wygląda dzisiaj niemal tak samo, jak przed 250-ciu laty, zawdzięczamy tutejszym parafianom i ich księżom proboszczom z ostatnich 20. lat. Zdecydowano wówczas, by podczas gruntownego remontu kościoła odtworzyć jego pierwotny wygląd, zarówno wewnątrz jak i zewnątrz (kolorystyka elewacji, rekonstrukcja wieżowego zegara). Prace te rozpoczął ks. Leon Grygorczyk, on też odbudował spaloną plebanię. Kontynuował je, i to z jakim rozmachem i na jakim poziomie, ks. Leszek Struk, proboszcz parafii od 2004 r. Stąd kościół prezentuje się dzisiaj niemal tak samo, jak w czasie konsekracji w 1770 r. Zaznaczyłem, że niemal tak samo, bo oczywiście istnieją pewne różnice. Najważniejsza jest ta, że podczas odbudowy świątyni w latach 1918-1920 rozszerzono ją o nawy boczne, w wyniku przebito w przęsłach nawy 6 arkad, w których uprzednio znajdowały się boczne ołtarze.

Wnętrze kościoła dlatego przypomina tak wiernie stan z XVIII w., ponieważ przy jego rekonstrukcji udało się odtworzyć jego pierwotną kolorystykę, mimo iż trzeba się było oprzeć przede wszystkim na czarno-białych zdjęciach. Stało się to możliwe dzięki temu, że w czasie pożaru kościoła w 1938 r. zdołano z niego wynieść pomniejsze elementy wyposażenia: chrzcielnicę, ramę z XVII-wiecznym obrazem Matki Boskiej Różańcowej, kilka główek puttów z dolnej części kosza ambony i kilka innych przedmiotów, między innymi relikwie św. Kandyda. Także dzięki temu, że podczas rekonstrukcji polichromii kościoła, odkryto na ścianach relikty pierwotnych malowideł. Odkrywki te – na chrzcielnicy i na ścianach – pozwoliły na przywrócenie autentycznej kolorystyki. Dodajmy, że na podstawie odnalezionego niedawno w Wilnie miedziorytu z wizerunkiem choroskiego Chrystusa dźwigającego krzyż, odtworzony został także i ten obraz.

            Podczas tej jubileuszowej Mszy św. skierujmy naszą myśl ku fundatorowi kościoła, hetmanowi Branickiemu i jego artystom, a także ku wszystkim artystom, proboszczom i parafianom, którzy troszczyli się w ciągu 250. lat o tę świątynię. Polećmy Bogu zarówno tych, którzy odeszli już do Pana, jak też i tych, którzy jeszcze żyją. Niech miłosierny Bóg wynagrodzi wszystkich za to, co uczynili dla tej świątyni. Amen.

Ks. Jan Nieciecki

 

Ks. Jan Nieciecki, dr historii sztuki, Archidiecezjalne Wyższe Seminarium Duchowne w Białymstoku, Instytut Historii Sztuki Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II; autor kilkudziesięciu prac naukowych o polskiej sztuce nowożytnej, zwłaszcza mecenacie Branickich – Gryfitów. Rzeczoznawca współpracujący z Wojewódzkimi Urzędami Ochrony Zabytków w Białymstoku i Lublinie; uczestniczy w pracach projektowo – rekonstrukcyjnych przy zabytkowych budowlach (najważniejsze: Pałacyk Gościnny oraz Pałac i Ogród Branickich w Białymstoku).